Rozdział 8: Pieśń niedźwiedzia nad rzeką Big Arroyo

“Słuchaj, dobry człowieku, tego starego niedźwiedzia, który powie ci tylko prawdę, ponieważ my, niedźwiedzie, nigdy nie kłamiemy, a tylko czasem próbujemy przechytrzyć innych, a kłamstwo nie jest nam znane, gdyż nie mamy dla niego żadnego zastosowania. A więc przyszedłeś tu, dobry człowieku, do mojego królestwa, w którym jesteś zaledwie patetycznym turystą, do mojego matecznika, który każdego dnia staje się mniejszy i brudniejszy, aby uciec od jarzma twojej cywilizacji, która cię powoli wykańcza i zatruwa, a bez której nie wyobrażasz sobie ani życia, ani szczęścia; tej cywilizacji, która bezkarnie kradnie świętą ziemię moich przodków i moich dzieci i która wytwarza masę zbytecznych przedmiotów z ubocznym skutkiem zatruwania powietrza i oceanów… Przedmioty, które pożądasz i gromadzisz, a które rozpadają się szybko w twoich chciwych palcach, bowiem są one bardzo nietrwałe i zmuszające do wymiany na nowe, a to posiadanie polega na złudzie o konieczności posiadania… Twoi bracia, w całkowitym obłędzie tego systemu, bez opamiętania wykorzystują zasoby naszej matki-planety, i czynią to nieodwracalnie, albowiem są oni już częściowo wyzwoleni z Natury i działają przeciwko niej, zapominając, że wszystkie jej dary powstały przypadkiem, unikalnym zbiegiem okoliczności, i tylko jednorazowo.

“Wielu przedstawicieli waszego rodu cierpi na Zespół Posiadania Zbyt Mało Czasu. Ten syndrom dręczy ciebie i innych, zwłaszcza tych, co żyją w wielkich metropoliach, a polega na przekonaniu, że czas jest poniekąd zawsze marnowany, i na silnym przekonaniu, że w tym samym czasie powinno się przeżywać coś wspanialszego lub znajdować się w innym, o wiele piękniejszym miejscu lub czasie. Czy możesz zaprzeczyć, że nawet teraz, słuchając mej smutnej pieśni, nie marzysz o jeszcze piękniejszej podróży do nieznanej krainy, lub o następnej, rozkosznej kochance – która przecież nie wyjdzie z tej puszczy na naszą polanę, aby przytulić się do ciebie i oferować nowe pieszczoty i uniesienia; lub o napisaniu tej Wielkiej Księgi, która zmieniłaby bieg świata przez nagły skok na wyższy poziom zrozumienia celu życia i mechanizmów wszechświata…

“Radzę ci, dobry człowieku,  przystanąć i wsłuchać się w śpiew leśnych ptaków, by oddać się choć na chwilę tym pieśniom dzikich ostępów, a to właśnie te dźwięki mogą obudzić w tobie tę wyższą, doskonalszą istotę, aby otworzyć nowe okno świadomości i ujrzeć  całość swego istnienia w innym świetle… a być może to, czego szukasz, ten nieuchwytny abstrakt nazwany pełnią życia, składa się także z pieśni ptaków, z Drogi Mlecznej ponad głową, z puszystego mchu pod stopami, kropel rosy o świcie czy ust kobiety, którą kochasz. Czy dostrzegasz migocące punkty gwiazd, w których przecież tkwi Absolut; wszakże ich blask na nieboskłonie, tu, na szczycie mej ulubionej góry, jest dla mnie widokiem, dla którego jest warto żyć. Tej pełni życia nie zauważasz, gdy sama wpada ci w ramiona…

“I powiem ci: nie słuchasz swego instynktu, co czasem prosi cię, byś przystanął, aby posłuchać swej wewnętrznej pieśni, która mogłaby przenieść cię w inny poziom spokoju i ukojenia, w swoją małą nirwanę… lecz nie, wówczas nie ufasz swemu instynktowi, a mój własny instynkt mnie nigdy nie zawiódł. Nie słuchasz swego serca, które usiłuje opowiedzieć ci prawdę o tobie samym, i o tych, co są blisko ciebie; to właśnie oni kochają cię często niepostrzeżenie, acz prawdziwie.

“To właśnie owo niezrozumienie swej głębszej istototy, popycha cię, krucha istoto ludzka, w okolice raczej niebezpieczne dla ciała, a zbawienne dla duszy, w te dzikie lasy, poszukując nowych przygód, aby zapomnieć o cierpieniu i pustce, która zjawia się nazbyt często, a gdy już dobrniesz do tego tymczasowego punktu przeznaczenia, natychmiast zaczynasz tęsknić do miejsc i czasów z przeszłości i przyszłości, nazbyt szybko rozstając się z teraźniejszością… a teraźniejszość jest wyłącznym i jedynym czasem, który się liczy, bo tylko ta chwila, w której tkwisz,  jest realna i prawdziwa… Ja żyję tylko w teraźniejszości, bo dla mnie przeszłości i przyszłości po prostu nie ma… wszak tylko teraźniejszość może ci dać Spełnienie i Zespolenie, a więc ucz się żyć tu i tylko teraz.

“Słuchaj mnie, kruchy człowieku, i wyjdź ze swojej nieobecności, w której się zagubiłeś, bowiem myśli twoje bujają nie w tych obłokach, co w tej chwili unoszą się nad twoją głową, a w tych wyimaginowanych nieuchwytnych chmurach zwanych przyszłością; i nie zachwycasz się tym wschodem słońca, co dzień dzisiejszy rodzi, a wybiegasz myślami do tych wschodów, co wabią nieokreśloną tęsknotą… ja natomiast chłonę ten niepowtarzalny poranek w tym właśnie momencie, i tylko to jest dla mnie ważne, to mnie upaja, i nic więcej mi nie potrzeba…   

“Moja pełnia życia to mój czas wolny, bo innego czasu nie mam, to jest właśnie ten jeden krótki moment, który jest moim całym życiem, gdy poruszam się cichutko na skraju polany, i cieszę się każdą słodką jagodą, każdym łykiem źródlanej wody czy drzemką w cieniu zielonego świerka; jestem szczęśliwy, gdy biegnę przez gęstwinę nad rozlewiskiem rzeki, czuję się wtedy panem tej puszczy, i czuję radość życia w mojej całej istocie…

“Twój świat natomiast, niespokojny człowieku, to świat hałasu, spalin, asfaltu, plastyku i betonu, w powodzi dwunogich żebraków, nigdy nie zaspokojonych, spowitych konfliktami i lękami, świat pełen reguł i przepisów, których nikt nie jest w stanie przestrzegać, pełen zawiści, chciwości, zachłanności, urojeń zwanych religiami, telewizji – co kradnie ten drogocenny czas wypełniający twoje krótkie życie, pustych gier i prymitywnych rozrywek, pogoni za zaspokajaniem pożądań i gromadzeniu niepotrzebnych przedmiotów, gdzie ubocznymi skutkami waszych ludzkich cech i przymiotów są kurczące się dżungle, zatrute powietrza, i wysypiska śmieci w lasach, morzach i oceanach, a także w przestrzeni kosmicznej. Kroczycie szybkimi krokami do samozagłady, i nazywacie to postępem i cywilizacją techniczną. A kiedyś ludzie żyli inaczej: nie mieli stosów śmieci wokól siebie, nie mieli bomb i karabinów, nie mieli samochodów i samolotów, nie mieli elektryczności i telefonów komórkowych, nie mieli więzień ani pieniędzy, dla zdobycia których zabijali innych… i byli szczęśliwsi, a dla was byli to ludzie prymitywni i dzicy…”

“Lecz pamiętaj, dwunożna istoto, że jeszcze nie jest za późno, aby ten obłęd zamienić w coś nieskończenie lepszego dla was samych, dla mych braci-niedźwiedzi, i dla wszelkiego życia na tej pięknej planecie. Ja tylko mogę wskazać mądrzejszą drogę, lecz reszta zależy od was… w tej sferze nie ma bowiem zjawisk nieodwracalnych, niezmiennych uczuć i wiecznej miłości; jeszcze jest możliwość oczyszczenia naszej ziemi i przemiany nikczemnych ludzkich emocji w te wyższe i szlachetne, a poszukiwanie szczęścia i intelektualnych głębin musicie zacząć od rozpoznania własnych płycizn i destruktywnych działań i od wglądu w swoje nieracjonalne dążenia kierowane niekontrolowanymi żądzami…”

Skończywszy swą pieśń, ten mądry zwierz spojrzał mi w oczy, po czym spuścił głowę ku ziemi, wdychając zapach tej zielono-niebieskiej planety, krążącej w swym wiecznym grawitacyjnym tańcu dookoła Słońca; zakołysał swym potężnym, pełnym szczęścia ciałem okrytym skołtuniałym futrem, i zniknął za kamiennym zwaliskiem. Zastygłem w zamyśleniu nad słowami tego mieszkańca puszczy… z zadumy wyrwał mnie głos mojego przyjaciela: Marek, trzeba się zwijać, bo robi się dosyć późno… Postanowiłem nic nie wspominać o tej pieśni-monologu niedźwiedzia, bo i tak nikt by mi nie uwierzył…